Going. | Kobiety w akcji – o „Miłości od ostatniego wejrzenia” w reż. Iwony Kempy w Teatrze Dramatycznym

Kobiety w akcji – o „Miłości od ostatniego wejrzenia” w reż. Iwony Kempy w Teatrze Dramatycznym

Mazowieckie

„Miłość od ostatniego wejrzenia” to w znacznej mierze autobiograficzna powieść chorwackiej pisarki Vedrany Rudan, poświęcona wiwisekcji relacji bohaterki z mężczyznami: brutalnym mężem oraz podobnym do niego ojcem. Jest też wątek relacji z matką (pisarka poświęciła mu osobną książkę „Oby cię matka urodziła”), w której niczym refren przewija się kwestia molestowania w dzieciństwie przez ojca, przy milczeniu i biernym współudziale matki.

Oglądając spektakl Iwony Kempy w Teatrze Dramatycznym, zrozumiałem wreszcie, że powieści Rudan – ten pełen wściekłości, goryczy i rozczarowania atak na rodzinę i społeczeństwo – to tak naprawdę oskarżenie rzucone w twarz sobie samej: kobiecie nieszczęśliwej i zniewolonej przez własną bierność. Vedrana i jej bohaterki nie mogąc się z „męskiego” świata wyzwolić, próbują opowiedzieć o nim tak, by obrzydliwość tej narracji wyzwoliła w nich chęć czynu. Pętla na kobiecej szyi zaciska się najmocniej w finale, gdy bohaterka zabija sarnę, a jej mąż po raz pierwszy zwraca się do niej po imieniu: „Tildo”. W tym świecie kobieta musi „coś zabić”, by uzyskać choćby symboliczną podmiotowość we własnych i cudzych oczach. Zwłaszcza w oczach mężczyzny.

Iwona Kempa rozpisała postać Tildy na cztery aktorki w różnym wieku, dokładając obsadowo postać Matki. Monolog bohaterki zostaje nam zatem opowiedziany przez różne aktorki, które na przemian przejmują narrację Tildy. Głosy postaci męskich, obecnych w dialogach (przywoływane przez te z kobiet, które akurat nie snują narracji), są wyjątkowo brutalne i obcesowe, jakby wcielając się w swoich oprawców, kobiety dodatkowo nakręcały spiralę własnych emocji. Pomysł ten, choć prosty, dobrze się w spektaklu sprawdza. Ciekawy kontekst dopowiadają scenografia i kostiumy Joanny Zemanek. Aktorki występują w autentycznych sukniach ślubnych późniejszych rozwódek (pochodzących z instalacji Zemanek pt. „Popiół i diamenty”). Wszystkie aktorki Kempy są znakomite, moje serce skradła jednak Magdalena Czerwińska. Jej finałowa opowieść o zabiciu sarny poruszyła mnie do głębi.

Iwona Kempa zrobiła spektakl ważny i potrzebny, do tego świetnie zrealizowany. Czy przede wszystkim dla kobiet? Nie byłbym taki pewien...

  nakrecaly     watek     mnie     ojca     taki     zaciska     dobrze     spektakl     kostiumy     spirale     poswiecila     rudan     serce     pochodzacych     twarz     wejrzenia     teatrze     oraz     swiecie     oprawcow     matka     sarne     dokladajac     atak     meskich     kempy     wscieklosci     wyzwolic     chocby     mezem     choc     oczach