Grecka waza Michała Borczucha – o „Żabach” w STUDIO galerii
Mazowieckie
Przedstawienie Borczucha rozgrywa się na kilku poziomach jednocześnie. Pierwszy z nich to dialog z tekstami Arystofanesa, drugi - zmagania aktorów z nimi i całą dostępną kulturą antyczną, trzeci zaś - to kwestia procesu tworzenia spektaklu oraz dokonanych w jego trakcie odkryć. Bohaterem spektaklu jest ktoś, kto tę dramatyczno-teatralną maszynerię wymyślił, czyli narrator, który - używając postaci dramatu, aktorów, zabiegów reżyserskich, scenografii, muzyki, świateł, kostiumów - próbuje nam wyartykułować to, czego się w trakcie pracy nad spektaklem o sobie (i o nas, widzach) dowiedział. Efektem jest piętrowy, wieloznaczny obraz świata, który na pierwszy rzut oka nie za wiele nam mówi, lecz gdy zaczniemy go powoli rozbierać na części i analizować, okazuje się, że nie tylko staje się zrozumiały, ale i po ludzku przejmujący, podobnie jak... malowidła na greckich wazach.
„Żaby” Borczucha to bowiem teatralna „waza”, na której reżyser - wraz z autorem tekstu, Tomaszem Śpiewakiem - „malują” piękno i dobro (zgodnie z antycznym ideałem kalokagathii). Odpowiadają im dwie części spektaklu, oparte o swe własne mity. Pierwszy z nich to „zejście Dionizosa do Hadesu” - staje się on pretekstem do rozmyślań, co człowiek mógłby naprawdę zobaczyć „po tamtej stronie”, gdyby dane mu było takie doświadczenie. Druga część opiera się na micie wziętych od Arystofanesa „chmur”, które posiadając „nosiska” „wyglądają zupełnie jak baby”. Mowa tu oczywiście o homoseksualistach. „Malowidło” to stanowi osobistą, jednostkową panoramę gejowskiego świata, w której - prócz setek często bezimiennych partnerów - główną rolę grają „żaby”, czyli chór kobiet, zgodnie z komedią Arystofanesa będący ciągle za sceną. Wątek ten podany jest w stricte arystofanejskim stylu - mocno, prostacko, wulgarnie, co stało się przyczyną oburzenia części widzów. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej, widać, że nie jest to przecież obiektywny obraz świata, lecz jego karykatura, ukazana poprzez użycie konwencji greckiej komedii i greckiego teatru (koturny, kostium ptaka).
Autor adaptacji, Tomasz Śpiewak, znakomicie dobiera antyczne fragmenty; widać tu duże znawstwo zarówno starożytnej literatury, jak i szacunek oraz dyscyplinę w stosunku do Arystofanesa, a także konwencji greckiej komedii. Spektakl jest przez to z gruntu „arystofanejski”. Borczuch jako reżyser jak zwykle urzeka urodą teatralnych narracji, co doceniło międzynarodowe jury XI edycji Festiwalu Boska Komedia w Krakowie, przyznając mu nagrodę dla najlepszego reżysera. Aktorzy są znakomici - Rasiakówna, Zarzecki, Niemczyk, Sobolewski (najlepszy aktor drugiego planu Boskiej Komedii), Dravnel, Pempuś, Żak, Biernat, Obara - grają wyśmienicie. Na pstryknięcie przeskakują z rubasznej komedii w liryczny dramat i z powrotem. Budują piętra spektaklu wytrwale, nieoczywistymi środkami, w pełni oddając się swoim postaciom. Daruję sobie szczegółowe opisy - to trzeba po prostu zobaczyć!
Michał Borczuch stworzył wspaniały, queerowy spektakl. Nie każdy musi go lubić czy się z nim zgadzać, ale na pewno każdy powinien „Żaby” zobaczyć. Choćby po to, by przekonać się, że nie tacy bohaterowie płascy, jak ich na wazach malują...